Polacy w HolandiiW wielu holenderskich dzielnicach powtarza się ten sam scenariusz: mieszkańcy opowiadają o grupkach młodzieży, które okupują ławki, o podejrzanych transakcjach pod klatką czy o zastraszających zachowaniach na ulicy. Gdy jednak spojrzeć w oficjalne statystyki policji, liczby są zaskakująco niskie. Publicystka Janet de Vos zwraca uwagę, że przepaść między codziennym doświadczeniem ludzi a danymi w systemie jest coraz większa, bo większość incydentów po prostu nie jest zgłaszana.
Powody milczenia są podobne w różnych miastach. Część mieszkańców przyznaje, że boi się odwetu ze strony sprawców, zwłaszcza jeśli mieszkają w tej samej klatce lub na sąsiednim podwórku. Inni mówią o wstydzie – nie chcą uchodzić za „skarżypytów” lub psuć relacji z sąsiadami. Jest też spora grupa osób przekonanych, że policja i tak nic nie zrobi, bo nie ma ludzi, czasu lub wystarczających dowodów, by interweniować skutecznie.
Skutek jest taki, że problem pozostaje w dużej mierze niewidoczny dla instytucji, które mogłyby pomóc. Samorządy i policja opierają swoje decyzje o rozmieszczeniu patroli, kamer czy pracowników socjalnych na danych, które w tym przypadku są zaniżone. Jeśli mieszkańcy nie dzwonią, urzędnicy zakładają, że sytuacja jest pod kontrolą, a środki można skierować gdzie indziej. To z kolei pogłębia poczucie bezradności wśród osób, które na co dzień doświadczają uciążliwości.
Specjaliści od bezpieczeństwa lokalnego podkreślają, że kluczowe jest przełamanie bariery pierwszego zgłoszenia. W wielu gminach działają anonimowe linie telefoniczne i formularze online, dzięki którym można przekazać informacje bez podawania nazwiska. Organizowane są też spotkania z dzielnicowymi, podczas których mieszkańcy mogą porozmawiać w mniej formalnej atmosferze i dowiedzieć się, jakie informacje są dla policji naprawdę pomocne. Często wystarczy kilka konkretnych zgłoszeń, by służby mogły zaplanować ukierunkowane działania.
Ważną rolę odgrywają także lokalne inicjatywy sąsiedzkie: grupy na komunikatorach, patrole społeczne czy spotkania w domach kultury. Kiedy ludzie lepiej się znają, łatwiej jest im wspólnie ustalić zasady korzystania z przestrzeni publicznej i szybciej reagować na niepokojące sytuacje. Nie chodzi o to, by każdy konflikt od razu zgłaszać na policję, ale by w przypadku poważniejszych incydentów nie zostawiać sprawy bez reakcji.
Eksperci zwracają uwagę, że poczucie bezpieczeństwa w miejscu zamieszkania wpływa na wiele innych aspektów życia – od zdrowia psychicznego po decyzje o pozostaniu lub wyprowadzce z danej dzielnicy. Im dłużej problemy z młodzieżą, handlem narkotykami czy zastraszaniem są ignorowane, tym trudniej je później opanować. Dlatego coraz częściej podkreśla się, że skuteczne przeciwdziałanie zaczyna się od prostego kroku: odważnego, ale przemyślanego zgłoszenia tego, co naprawdę dzieje się pod naszymi oknami.